BIESZCZADZKIE SKUPIENIE

Ach te Bieszczady. Te Biesy i te Czady mają ogromną moc przyciągania. I pewnie dlatego często wpadaliśmy do tego cudownego miejsca. Tradycyjnie naszą bazą była Wetlina ze swoimi domkami turystycznymi i niepowtarzalnym klimatem. Ludzie z całej Polski, gospodarz ośrodka (słynny Niedźwiedź) wraz z otoczeniem tworzyli niesamowitą atmosferę. Wypady w góry, deptanie szlakowych ścieżek, litry potu, wieczorne zmęczenie poszlakowe, nocne rozmowy, były dla nas wielką przyjemnością.

Aby na to wszystko sił starczyło, „zmuszeni” byliśmy pochłaniać odpowiednią ilości paliwa, czyli jedzenia, dającego moc nie tylko nogom. Dlatego czuliśmy się wręcz zobowiązani do zjedzenia czegoś rano w bazie, a później gdzieś na trasie. Niestety organizm, jak to on ma w swoim zwyczaju, nie spalał jedzonka w całości. Aby nie wnosić w góry zbędnego obciążenia, konieczne było udanie się do miejsca skupienia w „naszym” ośrodku w Wetlinie. No cóż, natury nie oszukasz. Taka kolej rzeczy. Chcąc nie chcąc trzeba było odwiedzić zespoloną ośrodkową wygódkę. Każdy musiał poświęcić tam chwil kilka na zdrowe i naturalne skupienie oraz związaną z tym nudę.

W czasie skupienia prawie nic do roboty nie było.

więc oglądało się deski zapisane różnymi myślami. Patrzyło się i czytało się. Czytało się i patrzyło się na długopisowe zdania oraz te nożem wyryte obrazki. Wszystko to przykuwało uwagę, dzięki czemu zapominało się o cierpieniach i różnych innych niedogodnościach. Co prawda można było ten czas poświęcić na inną lekturę i zabrać do gabinetu skupień gazetę. Oczywiście, że można było, ale po co. W okresie schyłkowej komuny gazet się nie czytało. Prasa PRL-u od zawsze nadawała się tylko do jednej rzeczy, czyli do dupy. I tak też była wykorzystywana w czasie chronicznych trudności z papierem toaletowym.

Czytając ścienno – toaletowe mądrości ludowe dochodziło się do wniosku, że głębokie skupienie budziło u niektórych uśpioną Wenę. W okresie szarej socjalistycznej codzienności poezja toaletowa miała w sobie coś z sylwestrowego szampana. Korek, wybuch i zadowolenie.

Wśród wielu różnych myśli na deskach zapisanych utkwił mi jeden taki króciutki wierszyk, który pozwolę sobie zacytować:

Gdy życie Ci zbrzydnie i stanie się piekłem,
Włóż głowę w tę dziurę i jebnij się deklem.

Te dwa wersy w pełni oddawały stosunek wielu Polaków do socjalistycznej rzeczywistości.

4 myśli na temat “BIESZCZADZKIE SKUPIENIE

Pozostaw odpowiedź Marek Górecki Anuluj pisanie odpowiedzi