WYPRAWA NA GERLACH

GERLACH. Samo brzmienie tego słowa wzbudzało w nas niesamowite emocje.

Kiedyś, czyli jakieś czterdzieści lat temu, wydawało nam się, że jest dla nas nieosiągalny. Stał sobie w oddzielonej granicą Słowacji i czekał. Czekał, aż przyjdziemy do niego. Wiedział, że wejście na jego szczyt chodziło nam po głowie już na początku lat osiemdziesiątych. Wiedział, że marzyliśmy o nim tak naprawdę od zawsze. Chcieliśmy się z nim spotkać twarzą w twarz.

W końcu udało się, udało! Były marzenia, aż przyszedł czas na ich realizację i działanie. Zebranie grupki chętnych, ustalenia ze słowackimi przewodnikami, dogadanie terminu i transportu, a później złożenie tego wszystkiego do tak zwanej kupy. Wszystko wyszło bardzo dobrze. Końmi pociągowymi organizacji wyjazdu jak zwykle był Jurek i Andrzej. Zastanawiam się teraz, jak toto „wszystko się zrobiło” tak bez Internetu i telefonów komórkowych.

Role były nieźle podzielone.

W skrócie wyglądały następująco: Jurek – przewodnik i główny organizator (odpowiadał za kontakty z przewodnikami słowackimi i ustalenia szczegółów wyjścia), Andrzej mój brat – przewodnik i wice organizator (odpowiadał za dopracowanie szczegółów przed wyjazdem i wspomaganie Jurka już na miejscu), Andrzej zwany Ptysiem brat Jurka (odpowiadał za transport, a jako kierowca oraz właściciel wieloosobowego pojazdu, miał nas bezpiecznie za i przywieźć), Bogusia (odpowiedzialna za wrażenia artystyczne, główna pieśniarka, czyli pierwsza zapiewajło), Jacek (odpowiedzialny za humor), ja (frekwencja oraz wspomaganie Jacka i Bogusi), Wacek – przewodnik (odpowiedzialny za wrażenia ogólne), Kazek – przewodnik (odpowiedzialny za syna), syn Kazka (frekwencja oraz otwarcie swoich genów na chorobę górską), Sławek (frekwencja i wrażenia ogólne). Taki podział ról zapewniał atmosferę przesączoną luzem i wspieraniem się w wielu skomplikowanych czynnościach jak na przykład: śniadanie lub inna kolacja. Pozostałe rzeczy mające wypełnić dzień wydawały się już mniej skomplikowane. Wszystko zostało dograne. Dzień wyjazdu i wejścia na szczyt ustalony, więc nie pozostaje nic innego jak tylko jechać. A już będąc na miejscu wypełnić dni zgodnie z planem.

Pierwszy dzień – Popradzkie pleso i Ostrva.

Drugi dzień – Gerlach.

Trzeci dzień – Polski Grzebień.

Dodaj komentarz